Moja poezja to jest noc ksiezycowa, wielkie usokojenie;
kiedy poziomki slodkie sa w parowach i slodsze cienie.
Gdy nie ma przy mnie kobiet ani dziewczyn,
gdy sie uspilo wszystko i swierszczyk w szparze cegly trzeszczy,
ze bardzo milo.
Moja poezja to sa proste dziwy, to kraj, gdzie w lecie
stary kot usnal pod lufcikiem krzywym
na parapecie.
Księżyc w niebie jak bałałajka,
ech! za wstążkę by go tak ściągnąć
i na serduszko -
byłaby piosenka bardzo nieziemska
o zakochanych aż do szaleństwa,
nieludzko.
Jeszcze by można rzekę w oddali
i cień od dłoni, i woń konwalii
dziką;
ławkę przy murze, a mur przy sadzie
i taką drogę, która prowadzi do nikąd.